Historia motyla, czyli o odwadze, by stać się sobą
Wyobraź sobie gąsienicę.
Przez długi czas żyje w świecie, który zna. Porusza się powoli, blisko ziemi. Każdego dnia robi to, do czego przywykła. Nie wie jeszcze, że pewnego dnia jej życie całkowicie się zmieni.
Przychodzi jednak moment, w którym dotychczasowa forma przestaje być jej przeznaczeniem.
Gąsienica zatrzymuje się i tworzy wokół siebie poczwarkę. Z zewnątrz wydaje się, że nic się nie dzieje. Jest cisza, bezruch, oczekiwanie.
A jednak wewnątrz zachodzi niezwykły proces.
Jej ciało przechodzi głęboką przemianę. Dawne struktury ulegają przebudowie, rozwijają się skrzydła, a istota, która dotąd znała jedynie ziemię, przygotowuje się do zupełnie innego sposobu życia.
Nie staje się kimś obcym.
Staje się tym, czym od początku miała możliwość się stać.
I wreszcie przychodzi chwila, w której motyl jest gotowy opuścić poczwarkę.
Nie od razu rozpościera skrzydła. Potrzebuje czasu, aby się wyprostowały, wypełniły i nabrały siły. Dopiero wtedy może rozpocząć swój pierwszy lot.
To, co wcześniej wydawało się końcem znanego świata, okazuje się początkiem czegoś nowego.
A gdyby tak spojrzeć na własne życie?
My również przechodzimy przez różne etapy.
Czasem przez lata funkcjonujemy według znanych schematów. Wypełniamy oczekiwania, przyjmujemy określone role, przyzwyczajamy się do tego, co powinnyśmy robić, czuć i myśleć.
Aż pewnego dnia pojawia się w nas coś, czego nie potrafimy już dłużej ignorować.
Ciche pytanie:
Czy życie, które prowadzę, jest naprawdę moje?
Być może czujemy, że coś się kończy, choć jeszcze nie wiemy, co ma się rozpocząć. Być może potrzebujemy zatrzymania, ciszy, zrozumienia własnych emocji albo odwagi, by przyjrzeć się temu, co przez lata pozostawało ukryte.
I właśnie wtedy może rozpocząć się nasza własna transformacja.
Nie zawsze jest łatwa. Nie zawsze piękna i uporządkowana. Czasem wymaga spotkania z tym, przed czym długo uciekałyśmy. Czasem oznacza pożegnanie dawnych przekonań, przyzwyczajeń i wyobrażeń o sobie.
Ale transformacja nie musi oznaczać odrzucenia tego, kim byłyśmy.
Może być procesem odkrywania tego, kim jesteśmy pod warstwami cudzych oczekiwań, lęków i doświadczeń.
Nie chodzi o to, aby stać się kimś innym. Chodzi o to, aby coraz pełniej stawać się sobą.
„Z dna serca” – moja przemiana, Twoja przestrzeń
Właśnie z tej idei narodziło się „Z dna serca”.
Z moich własnych doświadczeń, refleksji, chwil zatrzymania i wewnętrznych przemian.
Z potrzeby zrozumienia siebie, odnalezienia własnego głosu i życia bliżej tego, co czuję.
Nie stworzyłam tej przestrzeni dlatego, że znam wszystkie odpowiedzi. Stworzyłam ją, ponieważ wiem, jak wiele może znaczyć możliwość zatrzymania się, spojrzenia w głąb siebie i odnalezienia własnej drogi.
To, co narodziło się we mnie, postanowiłam przekazać dalej.
Tak powstało miejsce, w którym łączę to, co jest mi bliskie: refleksję, pracę z emocjami i ciałem, twórczość, wiedzę oraz indywidualne towarzyszenie drugiemu człowiekowi.
Zeszyty Transformacji pomagają zatrzymać się i zadawać sobie ważne pytania. Praca z ciałem, akupunktura i masaże tworzą przestrzeń do troski o siebie. Moje obrazy są wyrazem emocji i wewnętrznych przeżyć. Mentoring daje możliwość wspólnego przyjrzenia się temu, co ważne, a Strefa Wiedzy zaprasza do dalszego odkrywania.
Każdy z tych elementów jest inny, ale wszystkie wyrastają z jednego miejsca.
Z dna mojego serca.
Nie po to, by mówić Ci, jak masz żyć.
Po to, by stworzyć przestrzeń, w której możesz odnaleźć coś dla siebie.
Być może właśnie teraz jesteś w swojej poczwarce…
Może czujesz, że dotychczasowe życie staje się zbyt ciasne.
Może wiesz, że potrzebujesz zmiany, ale jeszcze nie potrafisz jej nazwać.
A może Twoja przemiana już trwa, tylko nikt poza Tobą jej nie dostrzega.
Pamiętaj, że nie wszystko, co ważne, dzieje się na oczach innych.
Czasem największe przemiany zachodzą w ciszy.
Nie musisz przyspieszać. Nie musisz porównywać swojej drogi z drogą innych. Nie musisz też wiedzieć, jak będzie wyglądał Twój pierwszy lot.
Możesz zacząć od jednego pytania, jednej zapisanej myśli, jednej chwili poświęconej sobie.
Motyl nie rozpościera skrzydeł, zanim nie będzie na to gotowy. Ty również masz prawo do własnego tempa.
Zapraszam Cię do „Z dna serca”.
Do przestrzeni, która wypływa ze mnie, ale została stworzona z myślą o Tobie.
Być może znajdziesz tutaj inspirację, która pomoże Ci odkryć to, co od dawna czeka na Twoją uwagę.
Bo czasem, aby rozwinąć skrzydła, najpierw trzeba odważyć się zajrzeć w głąb siebie.
Z dna serca — pozwól sobie rozkwitnąć we własnym tempie.
Nasze logo
Historia motyla, czyli o odwadze, by stać się sobą
Wyobraź sobie gąsienicę.
Przez długi czas żyje w świecie, który zna. Porusza się powoli, blisko ziemi. Każdego dnia robi to, do czego przywykła. Nie wie jeszcze, że pewnego dnia jej życie całkowicie się zmieni.
Przychodzi jednak moment, w którym dotychczasowa forma przestaje być jej przeznaczeniem.
Gąsienica zatrzymuje się i tworzy wokół siebie poczwarkę. Z zewnątrz wydaje się, że nic się nie dzieje. Jest cisza, bezruch, oczekiwanie.
A jednak wewnątrz zachodzi niezwykły proces.
Jej ciało przechodzi głęboką przemianę. Dawne struktury ulegają przebudowie, rozwijają się skrzydła, a istota, która dotąd znała jedynie ziemię, przygotowuje się do zupełnie innego sposobu życia.
Nie staje się kimś obcym.
Staje się tym, czym od początku miała możliwość się stać.
I wreszcie przychodzi chwila, w której motyl jest gotowy opuścić poczwarkę.
Nie od razu rozpościera skrzydła. Potrzebuje czasu, aby się wyprostowały, wypełniły i nabrały siły. Dopiero wtedy może rozpocząć swój pierwszy lot.
To, co wcześniej wydawało się końcem znanego świata, okazuje się początkiem czegoś nowego.
A gdyby tak spojrzeć na własne życie?
My również przechodzimy przez różne etapy.
Czasem przez lata funkcjonujemy według znanych schematów. Wypełniamy oczekiwania, przyjmujemy określone role, przyzwyczajamy się do tego, co powinnyśmy robić, czuć i myśleć.
Aż pewnego dnia pojawia się w nas coś, czego nie potrafimy już dłużej ignorować.
Ciche pytanie:
Czy życie, które prowadzę, jest naprawdę moje?
Być może czujemy, że coś się kończy, choć jeszcze nie wiemy, co ma się rozpocząć. Być może potrzebujemy zatrzymania, ciszy, zrozumienia własnych emocji albo odwagi, by przyjrzeć się temu, co przez lata pozostawało ukryte.
I właśnie wtedy może rozpocząć się nasza własna transformacja.
Nie zawsze jest łatwa. Nie zawsze piękna i uporządkowana. Czasem wymaga spotkania z tym, przed czym długo uciekałyśmy. Czasem oznacza pożegnanie dawnych przekonań, przyzwyczajeń i wyobrażeń o sobie.
Ale transformacja nie musi oznaczać odrzucenia tego, kim byłyśmy.
Może być procesem odkrywania tego, kim jesteśmy pod warstwami cudzych oczekiwań, lęków i doświadczeń.
Nie chodzi o to, aby stać się kimś innym. Chodzi o to, aby coraz pełniej stawać się sobą.
